Współczesne rodziny: jeden model nie istnieje. Co mówią o nas zmiany?
Rodzina z wyboru, bliskość offline i powrót do lokalności – Monika Borycka w rozmowie z Onetem analizuje, jak zmienia się nasze rozumienie rodziny. Bez gotowych recept, za to z pytaniami, które warto sobie zadać.
W debacie o rodzinie łatwo popaść w skrajności: z jednej strony słyszymy o kryzysie tradycyjnych więzi, z drugiej - o poszukiwaniu nowych form bliskości. W rozmowie z Onetem Monika Borycka, autorka książek i komentatorka życia społecznego, proponuje inne podejście: zamiast oceniać, przyjrzeć się temu, co naprawdę się zmienia. Jej zdaniem nie ma jednego modelu rodziny, a to, co dziś nazywamy rodziną, bywa bliższe przyjaźni niż klasycznemu schematowi.
Rodzina z wyboru - czym różni się od przyjaźni?
Borycka zadaje pytanie, które może zaskakiwać: czy „rodzina z wyboru” różni się czymkolwiek od zwykłej przyjaźni? To nie jest prowokacja, ale próba zrozumienia, jak współcześnie budujemy bliskość. Coraz częściej to nie więzy krwi, ale wspólne wartości, doświadczenia i wzajemne wsparcie decydują o tym, kogo uznajemy za rodzinę. Autorka nie daje gotowej odpowiedzi - raczej zachęca, by każdy sam sprawdził, co dla niego znaczy słowo „rodzina”.
W praktyce oznacza to, że granice między przyjaźnią a rodziną stają się płynne. Dla jednych rodzina z wyboru to grupa przyjaciół, z którymi dzielą święta i codzienność. Dla innych - partner lub partnerka, z którymi nie łączy ich formalny związek, ale czują się odpowiedzialni i lojalni. Borycka podkreśla, że nie chodzi o hierarchizowanie, ale o zauważenie, że modeli jest wiele i żaden nie jest gorszy.
Powrót do lokalności i offline’u po pandemii
Kolejny wątek, który porusza ekspertka, to zmiana po pandemii. Przez lata żyliśmy w narracji o globalnym, połączonym świecie. Tymczasem - jak zauważa Borycka - wracamy do tego, co lokalne, offline i sąsiedzkie. To nie jest moda, ale raczej odpowiedź na zmęczenie wirtualnymi relacjami i potrzebę realnego kontaktu.
Autorka nie idealizuje jednak tej zmiany. Pyta wprost: czy mamy się bać świata, w którym bliskość budujemy z chatbotem zamiast z drugim człowiekiem? To pytanie nie ma łatwej odpowiedzi, ale warto je postawić, zwłaszcza w kontekście wychowania dzieci i organizacji codziennego życia rodzinnego. Coraz więcej rodzin świadomie ogranicza dzieciom ekrany, ale jednocześnie same spędzają wieczory z telefonem w dłoni. Borycka nie moralizuje - po prostu wskazuje na napięcie, które warto nazwać.
Dzietność czy rodziny? Inne spojrzenie na politykę prorodzinną
W rozmowie pojawia się też kontrowersyjne pytanie: czy powinniśmy wspierać dzietność, a nie rodziny? To rozróżnienie może wydawać się subtelne, ale ma ogromne konsekwencje. Wspieranie dzietności koncentruje się na liczbie urodzeń, często pomijając jakość życia rodzin. Tymczasem - zdaniem Boryckiej - to właśnie dobrostan istniejących rodzin, bez względu na ich wielkość i kształt, powinien być priorytetem.
Autorka nie proponuje konkretnych rozwiązań systemowych, ale skłania do refleksji: czy polityka prorodzinna nie powinna uwzględniać rodzin patchworkowych, samotnych rodziców, rodzin z wyboru? To ważne pytanie, zwłaszcza w kontekście planowania budżetu domowego, podziału obowiązków i wsparcia psychologicznego, które często jest niedostępne dla rodzin spoza tradycyjnego modelu.
Co z tego wynika dla codzienności?
Z rozmowy z Moniką Borycką nie płynie jedna prosta recepta. To raczej zaproszenie do przyjrzenia się własnym przekonaniom i codziennym wyborom. Warto zadać sobie kilka pytań: czy moja definicja rodziny jest wystarczająco pojemna? Czy w moim otoczeniu jest miejsce dla rodzin, które wyglądają inaczej niż moja? I wreszcie - czy w pogoni za wirtualnym światem nie tracę tego, co lokalne i realne?
Odpowiedzi na te pytania każdy znajdzie sam. Ale samo ich postawienie to już krok w stronę większej świadomości - zarówno w relacjach, jak i w codziennej organizacji życia rodzinnego.


💬 What do you think? Share your thoughts in the comments below.