Supergirl nie musi być idealna. Dlaczego wersja Milly Alcock to przełom w superbohaterkach
Supergirl wchodzi do kina pijana, w śmierdzącym trenczu, z psem i bez ochoty na ratowanie świata. Czy taka bohaterka może być wzorem dla młodych kobiet? Okazuje się, że właśnie dlatego warto ją obejrzeć.
Supergirl wchodzi do kina pijana, w śmierdzącym trenczu, z psem i bez ochoty na ratowanie świata. Czy taka bohaterka może być wzorem dla młodych kobiet? I właśnie dlatego warto ją obejrzeć.
Niedoskonała superbohaterka, jakiej nie znałyśmy
W najnowszym filmie DC Supergirl poznajemy Karę Zor-El w momencie, gdy ledwo trzyma się na nogach. Ucieka na planety bez żółtego słońca, żeby się upić, izoluje się od innych, a jedyną towarzyszką jest jej pies Krypto. Milly Alcock gra tę postać z charyzmą, która - jak podkreśla Kathleen Newman-Bremang w recenzji dla Refinery29 - jest „najbardziej wyrazistą żeńską superbohaterką, jaką widziała na ekranie”. Nie jest to kolejna lśniąca Wonder Woman ani opanowana Black Widow. To dziewczyna, która nie ogarnia życia i wcale nie udaje, że jest inaczej.
Scenarzystka Ana Nogueira tłumaczy, że inspiracją była komiksowa seria Toma Kinga, która „dała jej pozwolenie” na taką wersję postaci. „Jeśli przeszłabym przez to, co ona, a potem trafiła na tę planetę i spotkała Supermana - tego idealnego skauta - to byłoby destabilizujące” - mówi Nogueira w rozmowie z Refinery29. Nie chodzi tu o „grit dla gritu”, tylko o konsekwencję traumy i samotności.
Film nie dorasta do roli, ale Alcock tak
Recenzentka nie ukrywa rozczarowania: film skupia się na drugoplanowej postaci Ruthye (Eve Ridley) i jej wątku zemsty, a także marnuje potencjał Jasona Momoi jako Lobo. „Szkoda, że film nigdy tak naprawdę nie zagłębia się w złożoność Kary i przyczyn jej autodestrukcji” - zauważa Newman-Bremang. Mimo to uważa, że Supergirl jest warta obejrzenia właśnie ze względu na Alcock, która „dźwiga film na plecach i ratuje go przed nim samym”. To rzadka sytuacja, gdy aktorka jest lepsza od materiału, który dostała.
Dla młodych widzek może być jednak ważniejsze niż perfekcyjnie skrojony scenariusz. Alcock przyznaje: „To był film, który sama chciałabym zobaczyć jako nastolatka”. Nogueira dodaje: „Jest wiele żeńskich superbohaterów, ale chciałam, żeby ta była inna. Żeby dziewczyny mogły powiedzieć: ta przypomina mnie”.
Dlaczego to jest ważne
Kino superbohaterskie rzadko pokazuje kobiety, które nie mają wszystkiego pod kontrolą. Kara pije, ucieka, zaniedbuje się - a jednocześnie ma ogromną siłę i empatię. To nie gloryfikacja autodestrukcji, tylko pokazanie, że nawet superbohaterka może być w kryzysie. I nie odbiera jej wartości. W świecie, w którym od kobiet wciąż oczekuje się nienagannego ogarnięcia, taka postać działa jak wentyl bezpieczeństwa.
Może właśnie dlatego Supergirl - mimo wad - trafia w sedno. Bo nie chodzi o to, żeby być idealną. Chodzi o to, żeby mimo wszystko nie przestać walczyć.


