Skip to content
Moda i styl

Sarah Burton w Givenchy. Pierwsza kolekcja męska to dresy i ostre krawiectwo

Sarah Burton zaprezentowała swoją pierwszą męską kolekcję dla Givenchy, łącząc dresy z precyzyjnym tailoringiem.

2 min czytania
Sarah Burton w Givenchy. Pierwsza kolekcja męska to dresy i ostre krawiectwo

Sarah Burton pokazała swoją pierwszą kolekcję męską dla Givenchy, stawiając – jak relacjonuje Vogue – na dresy i ostre, precyzyjne krawiectwo. To kolejny rozdział w karierze projektantki, która przez lata budowała tożsamość innego wielkiego domu mody, a teraz odpowiada za nowy język marki Hubert de Givenchy.

Połączenie, które zaproponowała, brzmi jak prowokacja, a okazuje się logiczne. Z jednej strony tracksuit – garderoba wygody, ulicy, ciała w ruchu. Z drugiej sharp tailoring, czyli krawiectwo budowane na linii ramienia, na strukturze, na dyscyplinie kroju. Burton zestawiła te dwa rejestry, zamiast wybierać między nimi.

Kobieta, która zna anatomię ubrania

Burton nie jest debiutantką, której trzeba tłumaczyć, czym jest dobry szew. Przez lata pracowała u boku Alexandra McQueena, a po jego śmierci poprowadziła ten dom mody. To jej pracownia odpowiadała za suknię ślubną Kate Middleton w 2011 roku – jeden z najczęściej opisywanych projektów ostatnich dekad. Mówiąc o krawiectwie, Burton mówi o czymś, co zna do poziomu konstrukcji, nie deklaracji.

Dlatego jej debiut w męskiej kolekcji Givenchy to nie tylko zmiana szyldu. To pytanie o to, jak dziś ubiera się mężczyzna i kto decyduje o jego sylwetce. Coraz częściej granica między garniturem a strojem codziennym przestaje istnieć, a projektanci zamiast jej bronić, świadomie ją rozmywają.

Dwa języki w jednej szafie

Najciekawsze w tym debiucie jest to, że Burton nie traktuje dresu jako gestu buntu wobec elegancji. Traktuje go jako równoprawny materiał do pracy – tak samo jak marynarkę o zdecydowanej linii. To podejście, w którym wygoda i rygor nie są przeciwnikami, lecz dwoma dialektami tego samego języka.

Pierwsze reakcje na pokaz, które zebrał Vogue, koncentrują się właśnie na tym napięciu – między swobodą a precyzją, między ulicą a salonem. Givenchy od dawna szuka tonu, który połączyłby dziedzictwo domu z współczesnym sposobem ubierania się. Burton zdaje się ten ton znać.

Debiut projektantki w nowym miejscu zawsze jest egzaminem. Ten Burton zdała na własnych warunkach: bez krzyku, za to z nożyczkami i miarą krawiecką w ręku.

Redakcja Lukrezja

AUTHOR