Rodzina z wyboru i rodzina z krwi. Czy jedno wyklucza drugie?
Monika Borycka, badaczka trendów, tłumaczy, dlaczego współczesne rodziny nie mieszczą się w jednym modelu. I dlaczego nie warto się tego bać.
Rodzina w 2026 roku - między tradycją a wyborem
Pytanie o to, czym właściwie jest rodzina, wraca dziś z nową siłą. Coraz rzadziej zakładamy, że musi mieć określony kształt, liczbę członków czy scenariusz. Monika Borycka w rozmowie z serwisem Kobieta Onet zwraca uwagę, że współczesne rodziny są znacznie bardziej zróżnicowane, niż mogłoby się wydawać. I to nie powód do niepokoju.
„Nie ma jednego modelu” - mówi wprost Borycka, badaczka trendów i założycielka Trendradar. Jej zdaniem to, co kiedyś uznawaliśmy za normę, dziś jest tylko jedną z wielu opcji. Rodzina może być oparta na więzach krwi, ale równie dobrze na świadomym wyborze, bliskości czy wspólnych wartościach.
„Rodzina z wyboru” - czym różni się od przyjaźni?
Borycka w rozmowie z Miłoszem Wiatrowskim-Bujaczem stawia pytanie, które wielu z nas zadaje sobie po cichu: czy „rodzina z wyboru” różni się czymkolwiek od zwykłej przyjaźni? I czy to w ogóle ważne rozróżnienie? Odpowiedź nie jest jednoznaczna - i to właśnie jest w niej najcenniejsze.
Badaczka podkreśla, że po latach narracji o globalnym, połączonym świecie wracamy do tego, co lokalne, offline i sąsiedzkie. Pandemia, jak mówi, przewartościowała nasze potrzeby. Zamiast szukać dalekich kontaktów, zaczęliśmy doceniać tych, którzy są obok - nawet jeśli nie łączy nas z nimi pokrewieństwo.
To ważne spostrzeżenie, szczególnie w kontekście rosnącej liczby gospodarstw jednoosobowych i rodzin niepełnych. „Rodzina z wyboru” to nie moda - to odpowiedź na realne potrzeby emocjonalne i praktyczne.
Czy powinniśmy bać się bliskości z chatbotem?
Borycka nie unika też trudniejszych pytań. Wspomina o świecie, w którym bliskość budujemy z chatbotem zamiast z drugim człowiekiem. Czy to zagrożenie? Raczej sygnał, że nasze rozumienie relacji się zmienia - i że nie ma jednej, słusznej odpowiedzi na to, jak powinna wyglądać rodzina.
Ekspertka nie moralizuje. Nie mówi, że technologia jest zła, ani że powinniśmy jej unikać. Zamiast tego zachęca do refleksji: co dla nas samych znaczy bliskość, wsparcie i codzienna obecność. I czy te wartości muszą być realizowane wyłącznie w tradycyjnym modelu.
Wspierać dzietność, czy wspierać rodziny?
Jednym z kluczowych pytań, które padają w rozmowie, jest to o politykę prorodzinną. Borycka zwraca uwagę, że często mylimy wspieranie dzietności ze wspieraniem rodzin. A to nie to samo. Rodzina - w każdej formie - potrzebuje przede wszystkim stabilności, szacunku i przestrzeni na własne decyzje.
Autorka podkreśla, że nie chodzi o to, by narzucać jeden wzór, ale by umożliwić różnym grupom - samotnym rodzicom, parom bez dzieci, rodzinom wielopokoleniowym - funkcjonowanie bez presji i oceniania.
Co z tego wynika dla nas?
Artykuł Boryckiej nie daje prostych recept. Nie mówi, jak „powinna” wyglądać rodzina, ani co zrobić, by była szczęśliwa. Zamiast tego pokazuje, że różnorodność to nie chaos, a naturalna konsekwencja zmian społecznych.
Dla czytelniczek i czytelników Lukrezji to ważna perspektywa: nie musimy dopasowywać się do jednego modelu. Możemy sprawdzić, co dla nas samych znaczy słowo „rodzina” - i jakie relacje naprawdę nas wspierają. Warto o tym porozmawiać z bliskimi, ale też z terapeutą czy doradcą rodzinnym, jeśli czujemy, że potrzebujemy pomocy w nazwaniu własnych potrzeb.


💬 What do you think? Share your thoughts in the comments below.