Penelope Keith. Snobka z ekranu, łobuziara z natury
Aktorka, która zasłynęła z arystokratycznej wyniosłości w brytyjskich sitcomach, zmarła w wieku 86 lat – a jej poczucie humoru, jak wspomina Guardian, było prawdziwsze niż jakakolwiek rola.
Penelope Keith, brytyjska aktorka uwielbiana za rolę wyniosłej snobki w kultowych sitcomach „The Good Life” i „To the Manor Born”, zmarła w wieku 86 lat – poinformował Guardian. Stworzyła na ekranie postać tak wyrazistą, że w pamięci widzów zlała się z nią niemal całkowicie: dama o nienagannej dykcji, lodowatym spojrzeniu i nosie zadartym wobec całego świata.
A jednak, jak zauważa autor wspomnienia w Guardianie, to, co czyniło ją niezapomnianą, nie było wyłącznie aktorską maską. „Coś z tej cechy, wyszlifowanej wyrafinowaną techniką komiczną, tkwiło w samej Penny” – pisze dziennikarz, który poznał ją osobiście, pracując w Lincoln Theatre Royal, gdzie należała do zespołu.
Wyniosłość podszyta psotą
Jej fenomen polegał na połączeniu pozornie sprzecznych jakości: arystokratycznej hauteur i błysku w oku, który zdradzał, że aktorka świetnie się bawi. To dzięki temu jej snobki nigdy nie były tylko karykaturą. Pod warstwą wykrochmalonej wyższości czaiła się łobuziarska inteligencja, świadomość absurdu – i czułość wobec własnej bohaterki.
W brytyjskiej telewizji lat 70. i 80. komedia obyczajowa była gatunkiem klasowym w najbardziej dosłownym sensie. „To the Manor Born” opowiadało o zubożałej arystokratce zmuszonej oddać rodzinną posiadłość, a Keith grała kobietę, która traci wszystko prócz poczucia własnej wyższości. Brzmi jak satyra na klasę wyższą – ale w jej wykonaniu była to też opowieść o godności, dumie i o tym, jak trzymać fason, gdy świat się sypie.
Jej sofistykowane poczucie humoru i naturalna zdolność rozśmieszania wszystkich były w niej, zanim jeszcze przyszły słynne role.
– pisze Guardian
Klasa, której nie da się zagrać
Aktorki tego formatu, potrafiące zbudować całą postać na jednym uniesionym podbródku, są dziś rzadkością. Keith należała do pokolenia, które uczyło się rzemiosła w teatrach prowincjonalnych, w bezpośrednim kontakcie z widownią, gdzie każde spojrzenie i każda pauza musiały działać tu i teraz.
Zostawiła po sobie galerię kobiet, które wolały raczej umrzeć niż okazać słabość – i właśnie dlatego były tak ludzkie.
Snobka idealna. I, jak się okazuje, nieprzypadkowo.


