Nagroda Orwella dla książki o kobietach, które uciekły z Kabulu
Karen Bartlett dostała nagrodę Orwella za reportaż o afgańskich prawniczkach, które po upadku Kabulu w 2021 roku zostały same z wyrokiem na własnym życiu. To one są bohaterkami, których nie chcemy oglądać w wiadomościach.
Nagroda Orwella w kategorii literatury faktu trafiła w tym roku do Karen Bartlett za książkę „The Escape from Kabul” – rzecz o afgańskich prawniczkach, którym po upadku Kabulu w sierpniu 2021 roku zaczęło grozić realne niebezpieczeństwo. Tę informację warto przeczytać dwa razy, bo zawiera w sobie cały dramat, który świat już zdążył przewinąć.
Bo kim były te kobiety przed sierpniem 2021? Profesjonalistkami. Skończyły studia, zdawały egzaminy, przychodziły do sądów w garniturach, broniły innych. Reprezentowały sobą wszystko, co przez dwie dekady miało być dowodem, że Afganistan się zmienia. A potem, w ciągu kilku dni, ich kompetencja stała się ich wyrokiem.
Zawód, który stał się powodem do strachu
To jest najokrutniejszy zwrot w tej historii. Prawniczka, która latami wsadzała za kratki przestępców, talibów, sprawców przemocy wobec kobiet, po przejęciu władzy przez tych samych ludzi zostawała na liście do odnalezienia. Wiedza o prawie, którą zdobywała, zamieniła się w obciążenie. Tytuł, który był jej dumą, trzeba było ukryć.
Bartlett, jak czytamy, nie pisze o abstrakcji. Pisze o ucieczce konkretnych ludzi. I tu tkwi siła reportażu jako gatunku: kiedy statystyka uchodźców znika z nagłówków, ktoś musi zostać przy pojedynczej twarzy. Nagroda imienia Orwella, ufundowana po to, by honorować pisarstwo czyniące politykę przejrzystą, przypomina, że polityka to zawsze czyjeś biografie.
Warto zauważyć, kogo te książki uratowały przed zapomnieniem. Nie polityków, nie generałów, nie tych, którzy podejmowali decyzje o wycofaniu wojsk. Tylko kobiety, które po prostu robiły swoją robotę i nagle za nią zapłaciły.
Pamięć jako akt oporu
W tym samym werdykcie nagrodę za fikcję polityczną otrzymał Ben Lerner za „Transcription”, powieść, którą jury opisało jako „zabawne, błyskotliwe i aktualne” studium naszego apetytu na technologię i pamięć. Zestawienie tych dwóch tytułów jest mimowolnie wymowne. Po jednej stronie nasza obsesja na punkcie tego, by wszystko zapisać i przewinąć. Po drugiej kobiety, których historie znikłyby bez śladu, gdyby ktoś ich nie spisał.
Bo prawdziwa stawka nie jest w tym, czy zapamiętamy upadek Kabulu jako datę. Jest w tym, czy zapamiętamy, że tego dnia setki wykształconych kobiet straciły nie tylko pracę, ale prawo do bycia sobą w miejscu publicznym.
Nagrody literackie bywają zamykaniem rozdziału. Ta jest jego otwieraniem na nowo, dla kobiet, które wciąż gdzieś żyją w ukryciu.


