Skip to content
Społeczeństwo

Male gaze w sztuce i w życiu. Jak męskie spojrzenie kształtuje nasze myślenie o sobie

Teoria male gaze tłumaczy, dlaczego od wieków patrzymy na kobiety w sztuce jak na dekorację. Historyczka sztuki Sonia Kisza wyjaśnia, jak ten mechanizm wpływa na naszą samoocenę i codzienne postrzeganie własnego ciała.

3 min czytania
A soft, abstract composition of a woman's silhouette standing in front of a large classical painting frame, half in warm light and half in cool shadow, with a subtle reflection in a mirror beside her, evoking introspection and the duality of perception.

„Często patrzymy na obrazy oczami mężczyzn, nawet jeśli jesteśmy kobietami” - pisze Sonia Kisza, historyczka sztuki i autorka książki „Histeria sztuki. Niemy krzyk obrazów”, w felietonie opublikowanym na łamach magazynu Zwierciadło. To zdanie otwiera dyskusję o zjawisku, które od lat kształtuje nie tylko sztukę, ale i nasze codzienne doświadczenie. Teoria male gaze (męskiego spojrzenia) pokazuje, jak głęboko zakorzeniony w kulturze jest sposób patrzenia na kobiece ciało - i jak trudno się z niego wyzwolić.

Czym jest male gaze? Nie tylko teoria sztuki

Male gaze to model postrzegania, w którym sztuka tworzona jest z perspektywy męskiego widza - dla jego przyjemności i w taki sposób, by mógł łatwo identyfikować się z bohaterem. Jak tłumaczy Kisza, w ramach tego spojrzenia „męskie postaci posuwają akcję dzieła sztuki do przodu, a kobiece są czystą dekoracją - pozostają bierne wobec wydarzeń”. Kobiety są swoim ciałem - obiektem pożądania i obserwacji.

To nie abstrakcyjna koncepcja z podręcznika do historii sztuki. Mechanizm ten działa również poza muzeami. Kiedy przeglądamy media społecznościowe, oglądamy reklamy czy seriale, wciąż spotykamy się z obrazem kobiety, która ma być ładna, spokojna i dostępna dla wzroku. Wychowane w systemie patriarchalnym - jak zauważa Kisza - same zaczynamy patrzeć na siebie w ten sposób: „Zamiast być bohaterkami opowieści, stale poddajemy się okrutnej samoobserwacji”.

Przykład z historii: Zuzanna i starcy

Kisza przywołuje obraz Guercina „Zuzanna i starcy” z 1617 roku. Płótno przedstawia biblijną historię kobiety podglądanej podczas kąpieli przez dwóch sędziów, którzy później próbują ją szantażem zmusić do seksu. W wersji Guercina scena jest skomponowana tak, by widz - domyślnie mężczyzna - stał się kolejnym podglądaczem. Jeden ze starców patrzy wprost na odbiorcę i unosi palec, jakby mówił: „Bądź cicho, bo spłoszysz dziewczynę!”.

„Dzięki takim i podobnym rozwiązaniom większość dzieł o 'miłosnej’ tematyce (umówmy się - to zwykle są gwałty) odbieramy tak, by podziwiać ładne panie, a nie z nimi współodczuwać. To nie one są bohaterami, ale oprawcy i widz!” - podkreśla Kisza.

Inaczej robi to Artemisia Gentileschi, barokowa malarka, która sama doświadczyła gwałtu. W jej obrazie Zuzanna zajmuje większość płótna, ma wyrazistą minę, a my - jako widzki i widzowie - boimy się razem z nią. To przykład female gaze - kobiecego spojrzenia, które przywraca bohaterce podmiotowość.

Co to oznacza w codziennym życiu?

Zrozumienie mechanizmu male gaze nie jest tylko intelektualną zabawą. Może pomóc nam dostrzec, jak często oceniamy siebie i inne kobiety przez pryzmat atrakcyjności, a nie sprawczości. Kisza podkreśla, że świadomość tego, jak kultura i odbiór dzieł związane są z męskim spojrzeniem, „może pomóc nam uwolnić się od stałej, obsesyjnej samoobserwacji”. I dodaje: „Pozwoli nam i naszym ciałom po prostu być. Sprawi, że my - a potem nasze córki i wnuczki - nie będziemy już uważały atrakcyjności za najsilniejszą walutę”.

Nie chodzi o to, by nagle przestać dbać o wygląd czy unikać przyjemności z patrzenia na piękne przedmioty. Chodzi raczej o refleksję: czy patrzę na siebie oczami kogoś, kto ocenia, czy oczami kogoś, kto działa? Czy w sztuce, filmie i reklamie potrafię dostrzec historię kobiety, a nie tylko jej ciało? To pytania, które warto zadać sobie przy następnej wizycie w galerii - albo przy porannym przeglądaniu Instagrama.

Redakcja Lukrezja

AUTHOR