Kiedy świat się sypie, szukamy kontroli. A znajdziemy stabilność w relacjach
W obliczu niepewności instynktownie próbujemy przewidzieć każdy scenariusz. Psycholożka Afarin Rajaei tłumaczy, dlaczego to pułapka i gdzie naprawdę leży oparcie.
Większość z nas, gdy robi się niespokojnie, instynktownie próbuje przejąć kontrolę. Więcej planów, więcej informacji, więcej przewidywania. Problem w tym, że im bardziej opieramy stabilność na przewidywalności, tym staje się ona krucha. W swoim artykule dla Psychology Today psycholożka Afarin Rajaei stawia tezę, która brzmi jak wyzwanie dla naszych przyzwyczajeń: prawdziwa stabilność nie bierze się z wiedzy o tym, co będzie, ale z przekonania, że poradzimy sobie z tym, co przyjdzie.
Pułapka kontroli
Rajaei opisuje mechanizm, który zna każda z nas: gdy niepewność rośnie, zaczynamy łapczywie szukać pewników. Przeglądamy kolejne newsy, układamy plany B i C, próbujemy przewidzieć każdy zwrot akcji. Jak zaznacza w swoim tekście - to naturalna reakcja. Kłopot w tym, że najważniejsze obszary życia: zdrowie, relacje, kariera, rodzicielstwo - z definicji są nieprzewidywalne. Im bardziej opieramy poczucie bezpieczeństwa na kontroli, tym łatwiej je stracić.
Stabilność to nie to samo co przewidywalność
Autorka wprowadza kluczowe rozróżnienie. Przewidywalność zależy od zewnętrznych okoliczności. Stabilność - od zasobów wewnętrznych i relacyjnych. Można żyć w bardzo przewidywalnym otoczeniu i czuć się emocjonalnie krucho. I odwrotnie: można mierzyć się z poważną niepewnością, a jednak pozostać ugruntowaną. Różnica nie leży w sytuacji, lecz w tym, na czym się opieramy.
Relacje jako kotwice
W czasach zbiorowej niepewności często skupiamy się na zmianie warunków zewnętrznych. Tymczasem - jak przypomina Rajaei - badania konsekwentnie pokazują, że jednym z najsilniejszych predyktorów dobrostanu psychicznego jest jakość naszych relacji. „Ludzie regulują się nawzajem. Uspokajamy sobie układy nerwowe, dajemy perspektywę, przypominamy, że nie jesteśmy sami” - pisze. W niepewnych czasach relacje stają się emocjonalnymi kotwicami. Nie dlatego, że eliminują niepewność, ale dlatego, że pomagają ją unieść.
Małe pewniki mają znaczenie
Gdy świat wokół nas wydaje się przytłaczający, łatwo przeoczyć znaczenie drobnych, codziennych rytuałów: porannej kawy, rozmowy z przyjaciółką, spaceru z psem, przygotowania znajomego posiłku. Rajaei podkreśla: te momenty mogą wydawać się błahe wobec skali globalnych wydarzeń, ale to właśnie one dostarczają konsystencji, której potrzebuje nasz układ nerwowy. Tworzą poczucie ciągłości, gdy większe systemy stają się nieprzewidywalne.
Być może stabilność nigdy nie miała pochodzić z gwarancji. Może wyłania się z tego, kim jesteśmy, co cenimy i na kogo możemy się oprzeć, gdy życie staje się trudne. Nie potrzebujemy idealnych warunków. Potrzebujemy wystarczająco połączenia, sensu, elastyczności i wsparcia, by móc iść dalej.


💬 What do you think? Share your thoughts in the comments below.