Cynik na koncercie Harry'ego Stylesa. Wieczór, który wszystko zmienił
Ojciec, który uważał się za zrzędę i mizantropa, zabrał jedenastoletniego syna na Wembley i wyszedł stamtąd odmieniony.
Na łamach Guardiana dziennikarz, który sam określił się jako „zrzęda, cynik i mizantrop”, opisał wieczór na londyńskim stadionie Wembley, na który zabrał jedenastoletniego syna – wielkiego fana Harry’ego Stylesa. Wybierał się tam dla dziecka. Wrócił odmieniony.
Tekst zaczyna się od pozornie błahej obserwacji: odpowiedzi na drobne pytania potrafią zdradzić o nas wszystko. Autor przyznaje, że pierwszą płytą, jaką kupił, była „Wig Wam Bam” zespołu Black Lace – i że samo wypowiedzenie tego tytułu na głos przyprawia o zażenowanie. Ta autoironia ustawia ton całej opowieści.
Sednem nie jest jednak recenzja koncertu, lecz to, co wydarzyło się między ojcem a synem. Wieczór, który miał być prezentem dla dziecka, okazał się lekcją dla dorosłego: o radości bez ironicznego dystansu, o tym, że entuzjazm nie musi być wstydliwy.
Wiedziałem, że mój jedenastoletni syn pokocha wieczór na Wembley z ulubionym gwiazdorem. Ale nic nie przygotowało mnie na to, co będzie on znaczył dla mnie.
– napisał autor w Guardianie.
Czasem trzeba dziecka, żeby dorosły przypomniał sobie, jak to jest po prostu się cieszyć.


