Skip to content
Relacje

Brzuch boli, głowa boli, a w szkole jest dobrze. Jak dzieci wołają o pomoc milczeniem

Dziecko nie skarży się na szkolną przemoc, ale co rano boli je brzuch. Jak odczytać sygnały, które wysyła ciałem i emocjami, zanim trudności przerodzą się w poważniejszy kryzys? Praktyczne wskazówki psycholożki Marty Majorczyk.

3 min czytania
Brzuch boli, głowa boli, a w szkole jest dobrze. Jak dzieci wołają o pomoc milczeniem

Dziecko nie skarży się na szkolną przemoc, ale co rano boli je brzuch. Dostaje dobre oceny, ale coraz częściej zamiast na lekcje woli zostać w domu. Rodzice często czekają na pierwsze słowa dziecka, tymczasem ono sygnalizuje problem całym sobą - ciałem, emocjami i milczeniem. Jak odczytać te znaki, zanim trudności przerodzą się w poważniejszy kryzys?

Gdy ciało mówi „dość”

Rodzice są często przekonani, że jeśli dziecko nie narzeka, wszystko jest w porządku. Tymczasem - jak mówi w podcaście „Dylematy mamy i taty” pedagożka i doradczyni rodzinna Marta Majorczyk - dzieci bardzo długo próbują radzić sobie same. „Nie chce martwić dorosłych, boi się ich oceny albo zwyczajnie nie potrafi nazwać swoich emocji”. Zamiast opowiedzieć o lęku czy samotności, zaczyna skarżyć się na ból brzucha, głowy, napięcie mięśni czy nawracające infekcje.

Rozmowa w „Zwierciadle” pokazuje, że szkolne trudności rzadko zaczynają się od słabszych ocen. Znacznie częściej pierwszym sygnałem alarmowym staje się zachowanie, emocje albo ciało dziecka. Warto zwracać uwagę, jaką dziecko ma mowę ciała, żeby było pewne siebie i głośno mówiło, co czuje - radzi ekspertka.

Czego rodzice nie widzą

W codziennym pędzie łatwo przeoczyć drobne zmiany. Marta Majorczyk podkreśla, że źródła szkolnych trudności bywają bardzo różne - od problemów rozwojowych typu 4D (dysleksja, dysgrafia, dysortografia, dyskalkulia) po zbyt wysokie wymagania. „Wymagania wobec dzieci nieustannie rosną, są często zbyt duże - trzeba być dobrym ze wszystkiego” - alarmuje. W świecie rankingów, konkursów i porównań coraz mniej miejsca zostaje na naturalne tempo rozwoju.

Psycholożka zwraca uwagę na jeszcze jedno zjawisko: niektórzy rodzice traktują porażki dziecięce jako „poważne rysy na tzw. projekcie dziecko”. Wtedy zła ocena przestaje być informacją zwrotną, a staje się zagrożeniem dla rodzinnych ambicji. Dziecko szybko uczy się, że jego wartość zależy od wyników.

Natychmiastowa interwencja zamiast liczenia na cud

Gdy pojawia się hejt, wielu rodziców zwleka, mając nadzieję, że problem sam minie. Marta Majorczyk jest w tej kwestii stanowcza:

Jeśli dziecko padło ofiarą hejtu, należy zbierać dowody i reagować natychmiast.

Przepisy dotyczące ochrony małoletnich dają konkretne narzędzia działania. Ważne, żeby szkoła zadbała nie tylko o osobę pokrzywdzoną, ale również o sprawcę, próbując przerwać mechanizm przemocy. Przemoc zaczyna się od dokuczania - im wcześniej zareagujemy, tym większa szansa, że nie przerodzi się w poważniejszy problem.

Dziecko nie potrzebuje rodziców idealnych. Potrzebuje dorosłych, którzy potrafią słuchać, zauważają subtelne sygnały i nie uzależniają miłości od ocen w dzienniku.

Redakcja Lukrezja

AUTHOR